W Kościele | Wydane 2009/07/28

Zapomniane postacie

adwentyzmu polskiego.

JAN KULAK - pierwszy powojenny przewodniczący Unii Adwentystów Dnia Siódmego w Polsce.

 

 

Małe miasteczko w południowo-wschodniej Polsce, Jarosław, ul. Racławicka 42a. W małej posesji (1 pokój, kuchnia i podpiwniczenie) cofniętej w ogródek mieszkali braterstwo A. i J. Kulakowie do roku 1937. W tymże roku br. Kulak zostaje przeniesiony na Wołyń, a na jego miejsce przychodzi młody pracownik Marian Kot z żoną Pauliną i dwoma małymi chłopcami - Zdzisławem i Bogusławem.

Początkowe lata nie zostały zarejestrowane w umyśle małego chłopca, ale z czasem zaczął odnotowywać różne wydarzenia i wujków - spotykanych ludzi. Takim zapamiętanym wujkiem był - wujek Jan Kulak.

Nie będzie to dokładna historia o Janie Kulaku, bo dziś już nie ma od kogo zasięgnąć bliższych informacji, a raczej przypomnienie sylwetki pierwszego przewodniczącego Kościoła Adwentystów DS w Polsce powojennej, a był to okres bardzo trudny Niemcy w pośpiechu wycofywali się, następowała Armia Czerwona niosąca nową władzę PKWN, struktury ucisku UB na wzór NKWD. Władza ta wraz ze swoimi moskiewskimi „opiekunami" niszczyła stare porządki, niszczyła opozycję - łatwo można było stracić życie jako „wróg narodu". Przez dziesiątki lat nie wolno było pisać ani mówić prawdy o tym co się działo w podbitej Polsce; ile tysięcy ludzi straciło życie często z błahych powodów. Kościół nasz był postrzegany jako „sługusy imperializmu", „agenci CIA" - bo naczelne władze kościoła mają siedzibę w USA.

Ci, co kierowali odbudową struktur kościelnych w Polsce po wojnie, narażeni byli na najgorsze (łącznie z utratą życia), musieli mieć wiarę i odwagę oraz ufność w prowadzenie Boże. Dziś łatwo nam mówić o tym okresie, jak by wszystko było tylko białe lub czarne... Wkraczaliśmy jako naród w nowy, zupełnie inny nie znany świat. Wszyscy zaczynali wielką życiową przygodę. Chcąc odbudować to co minęło, jakby się zawaliło, należało się „opowiedzieć" po stronie zapowiadającej „budowę nowego ładu społecznego". Powstawał nowy kształt Polski - nakreślony przez zwycięskie potęgi. Szkoda, że myśmy się znaleźli w bloku „skazanym" przez zachodnich aliantów na straty.
Co można było wtedy zrobić? Jaką drogę obrać? - to był dylemat!

Interesuje mnie człowiek, nie tylko jako działacz i ktoś znaczący - ale jako człowiek, który przez jakiś czas organizował na nowo po wojnie życie zborowe i przewodniczył kościołowi. Każdy człowiek jest ważny w „orkiestrze świata" - każdy ton jest niepowtarzalny. Każdy człowiek „robi historię" - wszyscy jesteśmy postaciami historycznymi.

Taką postacią historyczną w kościele adwentystów był w Polsce kazn.Jan Kulak, który został prawie zapomniany. Dziś mało kto zna to nazwisko, a lokalizacji jego grobu - nikt nie może określić - wiemy, że doczesne szczątki spoczywają gdzieś na cmentarzu w Bolechowicach.

Ogrodzenie cmentarne w Bolechowicach.

 

A oto co o Janie Kulaku - pierwszym powojennym przewodniczącym kościoła ADS udało się odnotować.

JAN KULAK urodził się w Kaliszu 2 czerwca 1899 roku (podobno z pochodzenia był Czechem). W roku 1921, Jan Kulak pracuje w kościele jako kolporter. Do pracy w kościele wstąpił w 1922 roku jako 23 letni młodzieniec. W 1926 r. żeni się z Anną (nazwisko panieńskie nie udało się ustalić) pochodzącą z Bolechowic k. Krakowa.

Anna i Jan Kulakowie stoją, siedzi (?).

 

W tymże 1926 roku Jan Kulak przygotowuje do chrztu we Lwowie, Mariana Kota który w tym czasie jako 14 letni chłopiec został wypędzony z domu przez ojca, za to że przyjął adwentyzm. W tym czasie br. Kulakowie mieszkali we Lwowie na ul. Kubasiewicza. Przez następne 3 lata Marian Kot zamieszkuje u br. Kulaków. W roku 1928, Marian Kot staje się młodym kolporterem i razem z Janem Kulakiem kolportują na terenie Markowej. Jan Kulak był pierwszym pracownikiem na tym terenie - efektem ich pracy powstaje w r. 1930 zbór w Markowej; przez jakiś czas br. Kulakowie mieszkali w tej wsi. Na zjeździe polsko-wschodniego zjednoczenia w Pożarkach (23-26.05.1929 r). Jan Kulak zostaje kaznodzieją próbnym i obejmuje stanowisko sekretarza młodzieży w tym zjednoczeniu.

Jan Kulak (po prawej) i Andrzej Maszczak.

 

Stoją Anna i Jan Kulakowie i (?). Siedzą: (?) i Teodor Will.

 

W 1931 r. na zjeździe we Lwowie, Jan Kulak zostaje ordynowanym kaznodzieją. W latach 1931-1939 r. - pracuje na stanowisku przewodniczącego dwóch zjednoczeń, południowego i wschodniego. Na VII zjeździe wschodnio-polskiego zjednoczenia w Pożarkach, Jan Kulak zostaje wybrany na stanowisko przewodniczącego na lata 1934-35.
W 1936 r. Jan Kulak mieszka i pracuje na terenie Białegostoku, gdzie w sierpniu 1936 r. udziela ślubu Lili i Jerzemu Lipskim.
Do roku 1937, Jan Kulak mieszka w Jrosławiu, potem zostaje przeniesiony do Łucka, a następnie do pracy na terenie Grodna, Wilna i okolic.W Wilnie w 1939 r. Jana Kulaka zastaje II Wojna Światowa. Widząc co się dzieje (już nie mógł inaczej!) konno przez całą Polskę jedzie do żony Anny, do Bolechowic (wspomnienie M. Kota)

Wojnę Jan Kulak przeżył w Generalnym Gubernatorstwie i nie mógł być zatrudniony - jako Polak; podobnie jak mój ojciec Marian Kot.

„Gorzej wyglądały sprawy na terenach przyłączonych do Rzeszy, tj. w prowincji ‘Warthegau' i na Śląsku. Tam władze okupacyjne zawiesiły wszelką działalność Polskiego Kościoła. Duchownym polskim zabroniono odwiedzać zbory i wyznawców. Udział w nabożeństwach dozwolony był wyłącznie dla Niemców i to najczęściej w godzinach popołudniowych... Poważne trudności napotykano na terenach wschodnich, zajętych przez wojska sowieckie. Wiele zborów zostało tam zamkniętych, a ich wyznawców wywieziono w głąb Rosji lub na Sybir.... Zabroniono również większych nabożeństw i zjazdów. Likwidacji uległy Diecezja Wschodnia z siedzibą w Kowlu i Diecezja Południowa z siedzibą we Lwowie. I znów, mimo restrykcji, polscy duchowni adwentystyczni ofiarnie i z narażeniem życia wypełniali swe obowiązki i nieśli Polakom słowa nadziei i otuchy. Po objęciu tych terenów przez władze niemieckie, docierali tam także duchowni adwentystyczni z Generalnej Guberni. Szczególnie aktywną działalność rozwijał na wschodnich terenach mieszkający w tym czasie we Lwowie pr Andrzej Maszczak, wspierany przez zacną rodzinę Słociaków. Trwało to aż do roku 1943, kiedy został przeniesiony do Warszawy. W dawnej Diecezji Wschodniej podobną działalność prowadził pastor Józef Rosiecki oraz pastor Jan Kulak i inni." / Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, Zachariasz Łyko, W-wa 2000 r. str. 86/

Po ustaniu działań wojennych Jan Kulak bierze udział w tworzeniu struktur kościelnych

„Już w sierpniu 1944 r. powstał, w wyzwolonym przez wojska sowieckie Lublinie, Tymczasowy Komitet Organizacyjny Kościoła, na czele którego stanął pastor Stefan Kapusta, uznany w tym charakterze w dniu 30 kwietnia przez nowe władze polskie. Podobne komitety powstały w początkach 1945 r. w Warszawie i Krakowie... 10 kwietnia 1945 roku, doszło w Radomiu, w mieszkaniu pastora Mariana Kota, do spotkania przedstawicieli tych ośrodków. W wyniku obrad ukonstytuowała się wówczas Tymczasowa Rada Kościoła, a stanowisko przewodniczącego Kościoła powierzone zostało duchownemu z Krakowa, pastorowi Janowi Kulakowi..."
/ Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, Zachariasz Łyko, W-wa 2000 r. str. 88/

Rada Unii ADS, 1946 r. na ruinach Warszawy. Marian Kot, Jan Skrzypaczek, (?) Lindsay - przedstawiciel Wydziału, Jan Kulak, Józef Rosiecki, Franciszek Stekla.

 

Kościół przyjmuje wtedy nazwę - Unia Zborów Adwentystów Dnia Siódmego. 23 marca 1946 r., gdy przewodniczącym był Jan Kulak, sekretarzem Józef Rosiecki, a członkami Rady kościoła: Franciszek Stekla, Marian Kot, Jan Skrzypaczek, Włodzimierz Siemienowicz i Jan Górski - Ministerstwo Administracji Publicznej uznaje Unię Zborów Adwentystów Dnia Siódmego, za publiczno prawny związek religijny.

Kopia dekretu.

 

Jan Kulak na tym stanowisku pozostaje do r. 1949. W tym czasie prawie od podstaw organizuje Unię Zborów w Polsce po II Wojnie Światowej.

23 grudnia 1945 r. Jan Kulak udziela ślubu Zofii i Wojciechowi Sędzikom. Dzięki uprzejmości braterstwa Kulaków często odbywały się chrzty w rzeczce płynącej w pobliżu ich domu, a tym samym członkowie zboru w Krakowie byli częstymi gośćmi w ich domu.

12 sierpnia 1946 r. za sprawą Jana Kulaka zakupiono budynek w Krakowie przy ul. Lubelskiej 25 na siedzibę kościoła. Również za kadencji Jana Kulaka został zakupiony budynek w Białymstoku przy ul. Jurowieckiej 24, także w Poznaniu przy ul. Zeylanda 11 oraz inne nieruchomości kościelne (w Lublinie, Czechowicach, Bytomiu i Gdyni).

W dniach 28 sierpnia do 1 września 1946 r. odbył się pierwszy po wojnie zjazd misyjny w Krakowie i kazn. Jan Kulak został oficjalnie obrany na przewodniczącego Polskiej Unii Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego.

„Lata 1949-1957 stanowiły okres niezwykle trudny, pełen zewnętrznych zagrożeń czasów stalinizmu oraz wewnątrzkościelnych przesileń, sporów kompetencyjnych i przemian organizacyjnych...." /Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, Zachariasz Łyko, str.91/.

26 stycznia 1949 r., Jan Kulak rezygnuje z funkcji przewodniczącego Unii i to stanowisko obejmuje Franciszek Stekla.

Po rezygnacji przewodniczącego Jana Kulaka, któremu niektórzy współpracownicy zarzucali niewłaściwości w gospodarce finansowej, w miesięczniku „Sługa Zboru", nr 3/1949 r. ukazał się artykuł pt: „Dobrze sługo dobry i wierny" - bez podpisu, ale wnioskować można, że pisał go redaktor kazn. Jan Borody.

Artykuł w Słudze Zboru

 

Jan Kulak w 1949 roku jest starszym zboru w Krakowie /brak informacji o latach 1949-58/

W 1958 roku Jan Kulak przechodzi na emeryturę, ale nadal usługuje w okolicznych zborach i odwiedza - mimo coraz większych kłopotów ze zdrowiem.

Obok swojego domu mieszkalnego w Bolechowicach braterstwo Kulakowie wybudowali z własnych funduszy skromny budynek przeznaczony na kaplicę. Po uroczystości poświęcenia, które odbyło się 8 czerwca 1968 r. na nabożeństwach sobotnich spotykali się tam adwentyści z Bolechowic, Chrosnej i okolic. Swój dom mieszkalny, piękną działkę i budynek, w którym mieściła się kaplica - ofiarowali jako dar urodzinowy Bogu i przekazali później na własność kościołowi.

Jan Kulak miał wtedy 70 lat, a jego żona 62 lata. 28 lutego 1976 roku w Bolechowicach braterstwo Kulakowie przy licznym udziale członków z różnych zborów obchodzą swoje Złote Gody - 50 lat małżeństwa. Rok później, 17 grudnia 1977 roku Jan Kulak umiera w swoim domu w wieku 78 lat. Pogrzeb prowadzili: Antoni Olma, Zachariasz Łyko i Jan Jankiewicz. W pogrzebie udział wzięli wszyscy pracownicy Zjednoczenia Południowego oraz licznie zebrani przyjaciele.

Jego żona Anna jeszcze przez jakiś czas mieszkała nadal w Bolechowicach, gdzie przyjęła pod swój dach braterstwo Marię i Henryka Patryarchów. Ostatnie lata życia spędza w Domu Opieki „Samarytanin" w Bielsko-Białej, gdzie zmarła w roku 1985.

Anna Kulak została pochowana na cmentarzu w Bielsko-Białej, natomiast Jan Kulak wiemy, że pochowany został na cmentarzu w Bolechowicach lecz lokalizacji grobu nikt nie pamięta, ani nie jest odnotowane w księgach. Po wyjeździe braterstwa Patryarchów do Niemiec diecezja sprzedaje dom i kaplicę w Bolechowicach. Barbara Kot-Markowska powiedziała: „Byłam kiedyś po latach na tym miejscu, niestety nie mogłam trafić - bo wszystko uległo zmianie. Jedynie dolna część działki i strumyk, w którym odbyło się tyle chrztów wydały mi się znajome".

Opr. Barbara Kot-Markowska i Bogusław Kot


 

 

Wspomnienia współpracowników o kaznodziei Janie Kulaku

Pastor Romuald Wawrzonek - „Przed wojną mieszkaliśmy w Brześciu n/Bugiem. W Białymstoku mieszkał mój wujek Mundek Sztompke, który był policjantem; jego żona była adwentystką i mieli jednego syna. Jako młody chłopiec miałem okazję jeździć do Białegostoku. W Białymstoku mieszkał również Jan Kulak, u którego byłem jeden raz w domu (nie pamiętam z jakiego powodu).

W tym czasie pracą misyjną w Brześciu zajmowała się moja mama. Czasami przyjeżdżał kaznodzieja z Białegostoku aby przeprowadzić uroczystość Wieczerzy Pańskiej lub chrzest. Chrzty odbywały się najczęściej w rzece Leśnej, niedaleko młyna, gdzie było idealne miejsce dla przeprowadzenia tego obrządku. W październiku 1934 roku przyjechał kaznodzieja Jan Kulak i odbył się chrzest święty mojego ojca Bolesława.

Po wojnie rodzina przeprowadziła się do Piotrkowa - Trybunalskiego. Po wielkiej II Wojnie Światowej w 1945 roku, na pierwszym organizacyjnym zebraniu zwołanym przez kaznodzieję Jana Kulaka, powołany zostałem do pracy w naszym kościele mając 22 lata. Zaraz po wojnie nie było w kraju normalnej komunikacji. Kaznodzieje i pracownicy misyjni zjechali do Radomia z różnych stron kraju takimi środkami komunikacji jakie wtedy istniały. Na tym pierwszym zebraniu organizacyjnym w kaplicy zboru w Radomiu, gdzie mieszkał wtedy kaznodzieja Marian Kot, byli już bracia: Jan Kulak, Emil Niedoba, Aleksander Kruk, Jan Gomola i jego brat z Czechosłowacji, Andrzej Smyk, Edward Bujak, Jan Skrzypaczek, który również był wtedy przyjęty do pracy w naszym kościele.

Na tym pamiętnym zebraniu powołany zostałem do pracy w zborach: Piotrków Trybunalski, Tomaszów Maz. Oraz miałem odwiedzać grupy wierzących w Radomsku, Budach Porajskich i Częstochowie."

Pastor dr Władysław Polok: „Z dokumentów jakie posiadamy w archiwum WSTH, na jego temat można by napisać dość obszerną pracę, ale rozumiem, że chodzi o moją prywatną opinię. Na pewno był to człowiek bardzo zaangażowany, pracowity i poświęcony dla Kościoła do ostatnich chwil swojego życia. Już przed wojną pełnił odpowiedzialne funkcje przewodniczącego diecezji. W okresie powojennym do 1949 był Przewodniczącym Kościoła. W 1949 musiał złożyć rezygnację (na skutek bałaganu gospodarczo-administracyjnego) chociaż faktycznie nigdy się z tym nie pogodził. Niestety dał się wykorzystać przez UB a nawet niektórych ludzi z Kościoła do działalności przeciw ówczesnemu kierownictwu Kościoła. W jednym z dokumentów informuje, że co poniedziałek musi zgłaszać się do UB celem powołania nowego kierownictwa Kościoła (przeciwnego istniejącemu) co niestety stało się. Poinformował również, że UB poleca mu, że gdyby ktoś z aktualnego kierownictwa kościoła chciał współpracować w tej działalności to ma tą współpracę nie przyjąć. Jest też wiele innych dokumentów. Jest też pozytywna strona w postaci pracy pastoralno-ewangelizacyjnej. Do ostatnich chwil życia na zlecenie Zarządu Kościoła często go odwiedzałem starałem się zachęcać i prowadzić w dobrym kierunku.

Jest to wielkim problemem opracować ten okres rzetelnie i obiektywnie, od tego tematu nie uciekniemy. Już niektórzy historycy świeccy się do tego zabrali."

Pastor Paweł Cieślar: Nie będzie w tym nic nadzwyczajnego gdy oświadczę, że Prawdę należy kochać, wierzyć w nią a nawet cierpieć za nią. Jednocześnie stwierdzam, że uchylanie się przed odkryciem realnej i obiektywnej prawdy jest nieuzasadnione, a jeśli prawdę się skrywa, prędzej czy później wypłynie ona w realnej postaci widma, która może okazać się niewygodną a nawet niebezpieczną dla wielu. Słowo Boże mówi, że Panu Bogu podobają się ci, którzy prawdę przechowują na dnie duszy (Ps. 51, 8.). Ap. Paweł napomina wierzących słowami: ‘Pamietajcie na wodzów waszych, którzy wam głosili słowo Boże' czyli prawdę - gdyż słowo Boże jest prawdą! (Żyd. 13, 7.). W związku z powyższym pragnę przytoczyć tu kilka spraw pod rozwagę.

Po pierwsze - uczciwość i obiektywność, które są oznakami naśladowców Boga, nakazują nam powiedzieć, że naszemu Bratu w Panu Janowi Kulakowi przypadło w udziale pełnić ciężką pracę w roli pierwszego, oficjalnie wybranego przewodniczącego Kościoła ADS w okresie, zaraz po II Wojnie Światowej. Zadanie było trudne. Pracę trzeba było wykonać z niewielką grupką pracowników. Dzieło Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Polsce było bardzo zniszczone przez władze okupacyjne. Trzeba było przystąpić do wykonywania zadania bez środków, bez kaplic, a nawet z małą liczbą członków - ponieważ mnóstwo wiernych było rozproszonych, tak że nie wiedział jeden o drugim gdzie się znajduje. Zachowanych w całości zborów i grup, było niewiele. Dzisiaj kiedy cofamy się myślą do tamtych lat, stwierdzamy z głęboką wdzięcznością dla Boga, że opieka Jego nie odstępowała od tych, którzy byli oficjalnie obrani i powołani do odbudowania Dzieła Bożego w trudnym powojennym okresie.

Jako młody pracownik wstąpiłem do pracy w Kościele Bożym w 1952 roku i mogłem z bliskiej pozycji obserwować wiele trudów mozolnej pracy, której nieraz towarzyszyły łzy współczucia i bólu. Kiedy dzisiaj patrzę na pracę w Kościele ADS z perspektywy tamtych doświadczeń - wydaje się nieraz, że był to sen.

Po drugie - pragnę unaocznić obiektywny fakt, że pierwszemu przewodniczącemu Kościoła po wojnie, udało się z pomocą Bożą podnieść i skierować dzieło Boże na drogę rozwoju i postępu. Na potwierdzenie tego przekonania wspomnę dwa fakty historyczne:

  • w kwietniu 1948 roku odbyło się posiedzenie Rady Unijnej w obecności braci z zagranicy Lindsay'a i Kryckiego. Na tym posiedzeniu powzięto między innymi UCHWAŁĘ nr 167, mówiącą o finansowaniu kupna i odbudowy kaplic - ‘Starania o pożyczkę i całkowitą odpowiedzialność za finanse na kupno i odbudowanie kaplic powierzono przewodniczącemu Unii J. Kulakowi'. UCHWAŁA nr 162, omawia sprawę odbudowy domu w Warszawie - a więc nie wnoszono zastrzeżeń odnośnie gospodarki finansowej i w dalszym ciągu powierzono ją w ręce przewodniczącego J. Kulaka
  • W czasopiśmie „Sługa Zboru" Nr. 3 z roku 1949 został opublikowany artykuł odnośnie integralności i dobrej pracy jaką wykonał brat Jan Kulak w tamtych czasach (podany w całości powyżej).

Brat Jan Kulak był czynny w Dziele Bożym od pierwszych dni po wojnie, organizował zbory, Zjednoczenia i Unię. Wprowadzał ład i uruchamiał działalność Zborów. Szukał pracowników i współpracowników. Było to trudne zadanie, a okoliczności nie były sprzyjające. Brak komunikacji, brak środków finansowych, brak kaplic i pracowników. Praca na stanowisku przewodniczącego w okresie powojennym była trudna i ciężka. Wymagała poświęcenia i wyrzeczenia się. Podróże w pierwszych miesiącach po oswobodzeniu kraju nie należały do spraw przyjemnych. Trzeba było posiadać wiele cierpliwości, ducha samozaparcia, odwagi i silnej woli. Z tych trudów powoli powstał ponownie gmach Zboru Bożego w kraju. Dzisiaj cała Winnica Pańska w naszym kraju rozwija się pomyślnie i jest dobrze uprawiana oraz poszerzana. Warunki układają się już normalnie. Wszystkie placówki duszpasterskie(przynajmniej główne) są obsadzone i pełnią swą służbę dla dobra Kościoła. Na to wznowienie i utrwalenie działalności Unii potrzeba było kilku lat pracy, wysiłku i modlitw. Tak pracował brat Jan Kulak po wojnie. Artykuł kończy się słowami - ‘Życzymy Mu z całego serca powodzenia i błogosławieństwa Bożego w tym zbożnym postanowieniu - ‘Dobrze, sługo dobry i wierny, nad małym byłeś wiernym, nad wielem cię postanowię' (Ew. Mat. 25, 21).

Mój ostatni kontakt z bratem J. Kulakiem miał miejsce w ogrodzie przy kaplicy adwentystycznej w Skoczowie w 1972 r. tuż przed moim powrotem do pracy w Północno Europejskim - Zachodnio Afrykańskim Wydziale w Anglii. Było to w słonecznym niedzielnym dniu, gdy wraz z pastorem Frankiem Micherdą i pastorem Janem Kulakiem prowadziliśmy rozmowy na temat doświadczeń ludu Bożego na drodze pielgrzymowania do niebiańskiego Chanaanu. Dobrze pamiętam gdy brat Kulak chcąc zachęcić brata Franciszka Micherdę i podnieść go z jego niemiłych doświadczeń, zacytował tekst z Ew. Jana 16, 16, po czym dodał - „musimy nie zatracić świadomości charakteru naszych doświadczeń i bardzo dobrze że tak jest, bo inaczej nigdy nie chwytali byśmy się ręki Wszechmogącego by przeżyć lub dokonać to, co zdaniem wielu jest niemożliwe. I nigdy nie zrozumieli byśmy, że najlepszym naszym przyjacielem są przeszkody, które z dopuszczenia Bożego spotykamy na naszej drodze - pokonywanie ich, jest to korzystna szkoła życia".

Słowa te nie tylko utrwaliły się głęboko w moim umyśle, ale także pozwoliły mi ocenić brata Kulaka jako człowieka wielkiej wiary i silnej determinacji trzymania się PRAWDY BOŻEJ w każdej sytuacji życia, aż do końca drogi. Takiego brata Jana Kulaka będę pamiętał!"

Jan Patryarcha - Kazania jego lubiłem, były proste, zrozumiałe, to nie był filozof. Spotykaliśmy się często w Warszawie bo byłem wtedy w Radzie Kościoła. Zaraz po wojnie odpowiadał za kupno i budowę kościołów, robił zebrania takie wielkie w Zjednoczeniach, ludzie dawali dary po kilka tysięcy złotych. Trudno było ale ludzie dawali. Ja oferowałem dwa tysiące złotych, ale żeby się wywiązać z tego, musiałem coś z gospodarstwa sprzedać i dałem to.
On tak potrafił zaapelować do ludzi i pamiętam, że na takim zgromadzeniu czasami zebrano ponad 100 tysięcy złotych.

Jak mógł br. Kulak pełnić taką funkcję w ówczesnym systemie czy było to łatwe?
Wcale nie było łatwe i musiał walczyć wtedy, nie było dużo pracowników po wojnie, często musieli obsługiwać zbory tacy jak ja - zwykli członkowie. Ja miałem 6 grup i 2 zbory.
Był brat w Radzie Nadzorczej Kościoła?
Tak było nas 10 osób.
Dostał brat kiedyś wezwanie do Urzędu do Spraw Wyznań, co to było?
Dyrektor tego urzędu wysłał list do pracy z poleceniem aby zwolniono mnie na spotkanie w Warszawie. Spotkanie było w wielkiej sali i wysłuchaliśmy kazanie...

Wspominaliśmy o tym w artykule Zimowy ranek.

Po tym spotkaniu świeccy członkowie Rady Kościoła postanowili, że już nigdy więcej nie będą uczestniczyli w podobnych spotkaniach i powiedzieliśmy: „Bracia, jeśli nie jesteśmy w kopalniach - to się rozejdźmy, to jest niebezpieczne".

Osobiście cenię sobie brata Kulaka, jego prostotę i zaangażowanie w kościele.

Pastor Marek Ignasiak - po raz pierwszy spotkałem br. Kulaka na którymś zjeździe. Krążyły o nim różne wieści, ludzie mieli (i nadal mają!) różne poglądy, ale moja mama osobiście z nim rozmawiała i wyraził chęć zaproszenia mnie do siebie (do Bolechowic), bo chciał w jakiś sposób pomóc mi w moim duchowym zaangażowaniu w kościele. Mieszkaliśmy w małym mieście Radomsko, gdzie była mała grupa adwentystów. Miałem wtedy ok. 16 lat, zostałem zaproszony na kilka tygodni do braterstwa Kulaków do Bolechowic.

Pojechałem i mieszkałem w kaplicy. Braterstwo Kulakowie byli bardzo mili. Codziennie mieliśmy nabożeństwa poranne i wieczorne, rozmowy o różnych sprawach m.in. opowiadał mi w jaki sposób został uzyskany dom w Krakowie na ul. Lubelskiej 25. Osobiście rozmawiał z marszałkiem Rokosowskim bo prawdopodobnie miał z nim kontakt w czasie wojny - i udało się załatwić przyznanie kupna tego budynku dla kościoła.

Brat Kulak kiedy był już na emeryturze, a ja byłem młodym pracownikiem - był zawsze zaangażowany w rozwój kościoła. Może w moim młodym zrozumieniu był zbyt rygorystyczny - udzielał napomnień np. za to że żona młodego pastora wybrała się na film „Przeminęło z wiatrem". Pilnował zasad kościoła, był w stosunku do Prawdy zawsze lojalny, często wspominał że dopóki będzie żył, będzie wspierał i pomagał kościołowi w jego pracy.

Pamiętam jego dom zbudowany, jak myśmy mówili, z kamyków i betonu i nakłanianie mnie żebym poszedł do Seminarium - i udało mu się to! Osobiście widziałem, że był cierpliwy i wyrozumiały, zapraszał wszystkich do siebie. Pamiętam był to chyba pogrzeb br. Gorzkowicza i po pogrzebie zapraszał do Bolechowic żeby go odwiedzić, a gdzie mieszka tłumaczył tak; dojedziecie do stacji Zabierzów, potem będziecie szli do Bolechowic, a gdy będziecie w środku tej miejscowości, to po lewej stronie rośnie wielka lipa - ja tam mieszkam. Był to mały domek, za którym przepływał potok a w nim odbywały się chrzty; obok zbudował kaplicę. Dziś, tam nie ma nic - wszystko zostało sprzedane i ślad po Kulakach - zaginął.

Był osobą, którą odebrałem (pomimo różnych opinii) jako osobę która ceniła Prawdę i kościół, ale miał poczucie swojej wartości - mówił: „pomimo mojego wieku nie dam się zepchnąć na boczne tory, będę pracował tak długo jak mi Bóg da życie".

To była maksyma tych, którzy budowali kościół od podstaw, którzy „tym kościołem żyli"!


Publikujemy poniżej kilka fotografii, na których jest obecny pastor Kulak.

Od lewej: Jan Kulak, Kazimierz Tomczyk, Włodzimierz Siemienowicz.

 

Radom 1945 r. W srodku stoją od lewej: Zdzisław i Bogusław Kot. Rząd 2: s. (?) Tatarówna, Józef Rosiecki, Jan Kulak, Urszula Kot, Eugeniusz Szworak, Edward Bujak; Rząd 3: Włodziemierz Siemienowicz, Jan Borody, Marian Kot.

 

Siedzą od lewej: Józef Lipski, Lila Lipska, Józef Zieliński, Anna Kulak, Jan Kulak, (?) Rosiecka, Józef Rosiecki; Stoi pierwszy z prawej Antoni Niewiadomski.

 

Rok 1946. Od lewej: Jan Skrzypaczek, Franciszek Stekla, Jan Kulak, Włodzimierz Siemienowicz, Marian Kot.

 

28.8.1946 r. Konferencja duchownych. Rząd 1 od lewej :Edward Bujak, Józef Rosiecki, (?) Lindsay, (?) King, T. Babienco, Jan Kulak, Franciszek Stekla ; rząd 2: Aleksander Kruk, Jan Borody, Włodzimierz Siemienowicz, Józef Zieliński, Paweł Englert, Marian Kot, Adam Błachuciak, Emil Niedoba; rząd 3: Eugeniusz Szworak, Józef Zieliński, Andrzej Smyk, Gustaw Baron, Erwin Lawaty, Stanisław Rafanowicz, Andrzej Maszczak, Antoni Maszczak; rząd 4: Romuald Wawrzonek, Wojciech Sędzik, Jan Skrzypaczek, Jan Gomola.

 

1947 r. Kraków, Aleje Słowackiego. Pierwszy rząd: Włodzimierz Siemienowicz, Jan Krycki, ? Lindsay, Anna i Jan Kulakowie, Jan Skrzypaczek, ?, Dominika Jaworska, Stanisław Dąbrowski. Drugi rząd: Irena Michorczyk, Franciszek Stekla, Aleksander Kruk, Marian Kot, ?, ?.

 

1947 r. zjazd w Warszawie. W pierwszym rzędzie siedzą: Jan Skrzypaczek, Franciszek Stekla, Jan Kulak, Włodzimierz Siemienowicz, Marian Kot, Aleksander Kruk.

 

1960 r. Bielsko Biała - zjazd pracowników kościoła.

 

Stoją (od lewej): Edward Bujak, Antoni Maszczak, ?, Erwin Lawaty, Franciszek Cybura, Włodzimierz Siemienowicz, i Mikołaj Wowk. Siedzą: ?, Stefan Smyk, ?, Wilhelm Czembor, Andrzej Maszczak, Jan Kulak.

 

Stronę opracował: Cezary Niewiadomski


 

 

Na początku lat 70 ubiegłego stulecia pracowałem w kopalni węgla kamiennego „Katowice" i na początku mojego pobytu na Śląsku miałem przywilej zatrzymać się na kilka miesięcy w domu pastora Erwina Pieszki. Mile wspominam ten czas, gdyż wraz z Lidką i Grażyną Pieszkównymi braliśmy czynny udział w życiu zborowym. Wiele razy śpiewaliśmy razem z okazji różnych wydarzeń zborowych. Poza tym, pastor Pieszka zaczął mnie przygotowywać do wygłaszania kazań i wysyłał do pobliskich zborów w celu usługiwania im.

Pewnego razu wybraliśmy się z Zofią Pieszką (żona Erwina) do Bolechowic, aby spotkać się z pastorem Kulakiem i innymi członkami tego zboru.

Stoimy przed Kaplicą Adwentystów D.S. tzn. przed domem pastora Kulaka. Zresztą dla niego nie było żadnej różnicy między domem a kaplicą, bo jego osobowość przesiąknięta była na wskroś służbą dla Pana.

 

Powyżej widzimy: 1. Pastor Jan Kulak 2. jego żona Anna 3. Lidka Pieszkówna 4. Zofia Pieszka 5. Grażyna Pieszkówna 6. Jeśli dobrze pamiętam, miał na imię Jurek i tak jak ja był zainteresowany tym, aby zagrzać sobie miejsce obok którejś z Pieszkównych. 7. Stanisław, ze zboru w Katowicach, towarzyszył nam w drodze do Bolechowic. 8. Któryś z Jagiełłów, obecnie albo pastor z Sydney albo jego brat. 9. Leon Niewolik.

 

Te same osoby, co powyżej, w trochę innym ustawieniu. Wiem, że fotografie są bardzo ciemne, ale niestety lepszych nie mam.

 

To nie jest żaden ślub. Pastor Kulak lubił młodzież i nie rozstawał się z Biblią. W radosnej atmosferze rozmawiamy więc o codziennych sprawach w niecodzienny sposób. Widać tu obecnego pastora Jana Jagiełło i jego brata Józefa, oraz Leona Niewolika. A ta osoba w różowej koszuli to ja, Cezary.

 

„Poważniejsze" studium Biblii.

 

W ogrodzie braterstwa Kulaków (za kaplicą) było pełno kwiatów, między innymi to piękne miejsce jakby zarezerwowane do fotografowania młodych par.

 

Przymierzamy się więc do zdjęć ślubnych pod nadzorem Jurka.

 

Pełno kwiatów-na jednej nodze i na dwóch. Ten kwiatek po prawej stronie to obecna Grażyna Pieszka-Dąbrowska, ten po lewej to Lidia Pieszka-Wajk, a w środku Jurek Labus.

 

Miło mi jest wspominać te czasy, kiedy stawiałem pierwsze kroki w dzieleniu się ‘chlebem żywota' pod protektoratem osób, które jakby odchodziły powoli do swoistej legendy.
Cezary


Jeśli ktoś z naszych Czytelników rozpozna anonimowe osoby na powyższych zdjęciach, prosimy podzielcie się z nami, a uzupełnimy ten artykuł. Dziękujemy również za dotychczasowe informacje.

 

 

Komentarze