Pożegnanie br. Zbigniewa Dębickiego

Posted on Jan 28, 2010

I znów cmentarz w Springvale Cementary, błękitne niebo, eukaliptusy i skrzek przelatujących papużek kolorowych – znów żegnamy adwentystę Polaka, który obrał Australię za kraj, który zabezpieczył mu byt, wolność i możliwość bycia sobą, a także zapewnienia dostatniego życia Jego rodzinie.

 


ZBIGNIEW DĘBICKI przeżył 77 lat i 25 stycznia 2010 r. żegnaliśmy Jego.

Zbigniew urodził się we Lwowie 13 kwietnia 1932 r. Po wojnie mieszkał we Wrocławiu. Tam odbył służbę wojskową, a gdy stał się dojrzałym mężczyzną – upatrzył sobie Melanię. Oświadczyny odbyły się w Cieplicach Zdroju, a ślubu udzielił im 9.9. 1959 r. pr Jerzy Lipski. We wrześniu roku 2009 obchodziliśmy 50-lecie małżeństwa braterstwa Dębickich (patrz archiwum 8.09.2009 r.).

Zbigniew był w latach 1961-1964 skarbnikiem Zjednoczenia Południowego w Polsce, z siedzibą w Krakowie. Tam urodziło się im dwóch synów: Piotr i Robert. W latach 1964-68 piastował funkcję głównego księgowego w Wydawnictwie „Znaki Czasu” i skarbnika przy Zarządzie Centralnym Kościoła w Warszawie.

Na Zjeździe Delegatów wybrano Go za skarbnika Zjednoczenia Zachodniego w Poznaniu i funkcję tę piastował od 1968-1971 roku.

W roku 1972 wyemigrował do Australii, gdzie cały czas udzielał się w pracy zborowej i przeważnie piastował funkcje skarbnika zborowego – początkowo w Oakleigh, a później w Dandenong. Przez szereg lat był również skarbnikiem Polonii Adwentystycznej w Australii.

Był zaangażowanym w życie i rozwój polskich kościołów w Australii, a szczególnie kościoła Dandenong, którego był członkiem.

Odszedł nagle, - znów udaliśmy się chyba do „największego kościoła polskich adwentystów w Springvale”.

W programie celebracji pogrzebowych znalazł się wiersz ks. Jana Twardowskiego: „Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą, zostaną po nich buty i telefon głuchy...”.

Po Zbigniewie  został na katafalku kapelusz i zegar – bo znał się na nich, naprawiał je, kolekcjonował i sprzedawał – tak jakby „łapał czas za rogi”.

Piotr mówił: „ Tato był zawsze pogodny, bystry i trafnie oceniał sytuację – lubił Presley’a”.

Syn Jego – Piotr, w wideo na tle właśnie kilku pieśni Presley’a pokazał sylwetkę Ojca... Prześledziliśmy wędrówkę życiową Zbigniewa i Melanii z Piotrem i Robertem.

Zbigniew był pełen szczęścia i radości, zawsze znajdował właściwe rozwiązanie problemu.

Syn Piotr pięknie mówił o swoim Ojcu: „Naszego Tatę i męża (mówił w imieniu Mamy) będziemy pamiętali z wielu rzeczy, szczególnie Jego poczucie humoru, Jego bystrość umysłu, dobre cechy i Jego poświęcenie dla nas... Myśląc o Nim myślę o Jego poważnym spojrzeniu na życie w świetle wiary w naszego Pana Jezusa, ale myślę o Nim, że potrafił dzielić się żartami, mądrością, które nie zawsze było może korekt „politycznie”.

Wspominam Jego mądrości: „Jesteśmy za biedni aby kupować tanie śmiecie”.  Politycznie korekt: „Słuchaj swojej żony, a swoje rób”.

Ojciec urodził się we Lwowie i w wieku 7 lat chodził po ulicach szukając co zdobyć do jedzenia. Wiedział co to jest bieda – nauczył się prawości i uczciwości... Dlaczego na trumnie znajduje się kapelusz i zegar? Wszyscy pamiętacie Go w kapeluszu, a zegary to Jego hobby.

Tato nauczył nas prawości i uczciwości, że dobre imię znaczy więcej niż materialny prawnie zdobyty zysk.

Kochał nas bardzo, był gotowy stoczyć każdą walkę aby zapewnić nam lepszą przyszłość. Nigdy się nie zniechęcał. Siedem razy składał w PRL-u papiery na wyjazd do.Australii – po 3 latach byliśmy wolni! Wolność kosztowała Go dużo – stracił pracę biurową, tutaj musiał pracować w hucie BHP, a mama pielęgniarka – poszła do pracy w kurzarni. Ojciec później pracował jako magazynier w GMH – rozbudowując konsorcjum Holdena.

Mamy tak wiele radosnych wspomnień z domu... te rozmowy przy stole, a najważniejsze że był z nami TATO!

Tato był silnym człowiekiem, czekał na mnie aż do 2.30 nad ranem, Przyjechałem a Port Fairy (wiele setek kilometrów) i miałem jeszcze okazję pożegnać się z Tatem – zasnął o godz. 2.45 i ten zegar stojący na trumnie wskazuje tę godzinę.

Mama straciła Drogiego Przyjaciela i doradcę, który nigdy nie narzekał – nawet wtedy kiedy mama „rozwaliła” samochód.

Ojciec nie mówił słów na próżno. Mamie będzie Go brak – zawsze robili wszystko razem.

W uszach brzmią słowa Taty – „Do zobaczenia wkrótce”.

Do zobaczenia wkrótce TATO!”

Wzniosłą uroczystość pogrzebową upiększyli: pr Mariusz Wieczorek, który przekazał poselstwo nadziei spotkania przy powtórnym przyjściu Jezusa, Jola Mielczarek, Chantelle Wireńska, pr Marek Ignasiak,  pr Paweł Ustupski i pr Paweł Cieślar.

 

Zbysiu będzie Ciebie brakowało w naszej klasie Szkoły Sobotniej!

bk