Witaniom nie ma końca
Mimo to, że spora ilość członków zboru wyjechała na urlopy do Polski oraz zaczęły się wakacje szkolne, kościół nie świecił pustkami. Przybyli członkowie z innych zborów, których przyprowadziła ciekawość ujrzenia gości ze Szwecji.
Drugą część nabożeństwa sobotniego rozpoczęto jak zwykle śpiewaniem kilku pieśni, do których towarzyszył zespół śpiewaczy.


Nabożeństwo w pieśni prowadzą: Eliza, Ania, Marcin, Adriana, Ewelina, Michał.


Na gitarach akompaniują: Tomek i Brendon.
Potem jak zwykle „ciocia” Beata opowiedziała dzieciom historię.


Nastał też długo oczekiwany moment - ogłoszenie wszem i wobec, że długo oczekiwany pastor Mariusz Wieczorek z żoną Karin i dziećmi Sarą i Dawidem są wśród nas. Nastąpiło gorące i życzliwe przywitanie - po czym kilka słów pastora Mariusza. Pr Wieczorek swą funkcję pastorską w polskim kościele adwentystycznym Dandenong obejmie oficjalnie w sobotę 4 lipca 2009 r. Karin żona pastora jest także pastorem i przywitała zbór po angielsku i ku zaskoczeniu dla wielu - po polsku! Były kwiaty, uściski - życzenia!


Nadeszła długo oczekiwana chwila: długo oczekiwani goście w całej ozdobie.


Starsi Zboru wręczają kwiaty.


Pastor Karin, żona Mariusza, zaskoczyła wielu przemawiając w języku polskim.
Kazaniem Słowa Bożego służył pr Jan Krysta, tłumaczył na język angielski Piotr Grochocki.


33 min, 13 MB, mp3, Tr. Peter Grochocki
Pastor Jan zaczął kazanie opowieścią jak to w dawnych czasach wokół swojej babci zasiadał wraz z innymi dziećmi by słuchać opowiadań biblijnych. Było takie jedno opowiadanie o lisach... Ponieważ babcia mieszkała pod lasem, w którym były lisy, którejś nocy lis się podkopał i ukradł dwie młode kurki. Pastor jako mały chłopiec postanowił tego lisa złapać, ale się nie udało i zastanawiał się... jak Samson mógł złapać 300 lisów?
I tu zaczęła się parafrazowana opowieść o ludzie izraelskim i filistyńczykach, którzy od długiego czasu gnębili lud izraelski. Ludzie z czasem przestali służyć prawdziwemu Bogu, przestali wołać o pomoc; w końcu wielu przyjęło bogów filistyńskich.
W górach leżało małe miasteczko, w którym mieszkało małżeństwo bezdzietne. Jednego dnia przyszedł nadzwyczajny gość i oświadczył kobiecie: „Tylko teraz uważaj, nie pij wina i mocnego napoju ani nie jedz niczego nieczystego. Gdyż oto poczniesz i porodzisz syna; brzytwa nie przejdzie po jego głowie, gdyż chłopiec ten od urodzenia będzie nazyrejczykiem Bożym i zacznie wybawiać Izraela z ręki Filistyńczyków.” Księga Sędziów 13, 4.5.
Na podstawie historii Samsona potoczyły się rozważania co było ważne wtedy, a co jest ważne dzisiaj?
Czy małżeństwa pytają Boga - co mam robić? Większość dziś zapomina o tej praktyce.
Samson był przepowiedziany, dobrze wychowany, przeznaczony do specjalnych zadań - wyszło inaczej!
Jak to czasami i dzisiaj bywa - była to historia „wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia”.
Czy dziś życie niejednego młodego człowieka nie układa się podobnie? Zasadzki, kłopoty - hulaszcze życie.
Zatracamy specjalne przeznaczenie, sprzedajemy Boga - potem czasami znów liczymy na pomoc i opiekę Boga, ale jest już za późno. Przejdziesz kilka razy przez doświadczenia - to nie znaczy, że pokonasz następne.
Bóg czasami człowieka odstępuje, choć był przez Niego powołany! „Jesteście solą ziemi...” - to jest wskazanie nowotestamentowe!
bk