Lwowskie echa w Australii

Posted on Feb 01, 2009

LWOWSKIE  ECHA W AUSTRALII


LWÓW został założony przez księcia Daniela Halickiego ok. 1250 r. Za króla Kazimierza Wielkiego w r. 1366 miasto stanowiło część Polski.
W r. 1772 w wyniku pierwszego rozbioru Polski – miasto znalazło się w zaborze austriackim.
LWÓW wrócił do Polski w 1918 r., kiedy Polska uzyskała niepodległość.
W czasie II Wojny Światowej od  1939 r. był pod okupacją rosyjską, potem niemiecką.
Po wojnie – znalazł się w Rosji, a obecnie – to Ukraina.
Tyle historii.

Widokówka Lwowa z dedykacją

LWÓW – piękne miasto – tam sięgają moje korzenie rodzinne; tam rodzice moi się poznali i pobrali; tam na świat przyszło dwóch synów – Zdzisław i Bogusław.

Marian Kot (tato) jako kilkunastoletni chłopiec w czasie nauki religii na podstawie katechizmu – zadał księdzu pytanie.
Tu jest napisane, że mamy święcić siódmy dzień tygodnia, jest nim sobota, a my świetujemy niedzielę?
Ksiądz wyrwał z rąk katechizm i uderzył nim kilkukrotnie Mariana po głowie, zszywka druciana rozcięła mu ucho.
Po tym incydencie za kilka dni w czasie przerwy podeszła koleżanka ( Józefa Popielowska )

Jozefa Olszewska-Popielowska


i zaczęła rozmowę. Zaprosiła Mariana żeby poszedł  z nią w sobotę na specjalne spotkanie – był to zbór adwentystów.
Poszli...
Ksiądz się o tym dowiedział i zaczęły się szykany...
Kierownictwo szkoły zagroziło wydaleniem Mariana ze szkoły, a ksiądz straszył ojca (dziadka), że jeżeli nie zrobi porządku z synem – to straci pracę.
Doszło do tego, że ojciec (dziadek) wygonił  (mojego ojca) z domu -  Marian miał wtedy 14 lat.
Od tej pory mój tato przylgnął do zboru lwowskiego, który był ciepły, pracowity i troszczący się jeden o drugiego.
Jego mama  Maria Antonina (moja babcia) zainteresowała się także Ewangelią i została adwentystką.

Maria Kot

Po jakimś czasie do zboru przyszła moja mama – Paulina...

Pewnego dnia  Paulina szła z koleżankami na spacer, schodziły po oblodzonych schodach... pośliznęła się i upadła, odbiła sobie nerkę. Musiała poddać się operacji usunięcia tej nerki.
W czasie pobytu w szpitalu przy pożegnaniu ze swoją siostrą Basią Huzar (była już adwentystką), poprosiła aby przyniosła coś do czytania. Kiedy siostra wyszła, Paulina żałowała swojej prośby – była pewna, że otrzyma Biblię. Tak się stało..Zaczęła tę „książkę” czytać (z nudów!), a po wyjściu ze szpitala i dojściu do sił poszła z siostrą do zboru.
Tam Paulina Holak poznała Mariana Kota, udzielali się w zborze, kolportowali (Pożarki, Czerniowce, Winnica itd) – w r. 1933 się pobrali.

Marian i Paulina Kotowie


Marian został pracownikiem w kościele i od tej pory zaczęła się wędrówka – Rawa Ruska, Brzozów, Jarosław – były to przedwojenne placówki pracy.
Tato w kościele przepracował prawie pół wieku, a mama go wspierała.

Od czasu urodzenia byłem we Lwowie w czasie okupacji niemieckiej w 1942 r., a następnie jako młodzieniec – w r. 1956 (Lwów był wtedy w Rosji).

Autor – Bogusłw Kot we Lwowie na Wzgórzu Zamkowym – 1956 r.

Odwiedziliśmy z mamą i siostrą Basią zbór we Lwowie – jeszcze żyli wtedy niektórzy pamiętający Mariana Kota, wspominali jego pracę, śpiew i grę na instrumentach – byłem dumny z niego!

A oto kilka zdjęć z ojcowego albumu – na fotografiach czas cofa się o 75 lat!
Nie znam nazwisk, ani nikt nie może mi pomóc w przypomnieniu ich – bo wszyscy z tamtych czasów odeszli. Jedynie rozpoznaję Rodziców.............

Bogdanówka 1935 r.
Kurs kolporterów, Lwów, 1932 r

Kurs kolporterów, Pożarki,1933 r.

W 1939 r. wybuchła II Wojna Światowa, nastąpiła przerwa w pracy w kościele...
Po 3 latach Tato został powołany na miejsce kazn. Piątka do Radomia. Po wojnie zaczęła się wędrówka po całej Polsce.

W r. 1959 Tato (a my z nim) został przeniesiony do Łodzi. Objął duży i prężny zbór oraz pełnił funkcję przewodniczącego Zjednoczenia Wschodniego Kościoła ADS.

W Łodzi nastąpiło spotkanie z Lwowianinem – Piotrem Zręczyckim.

Piotr Zręczycki

Zawiązały się więzy przyjaźni i współpracy w zborze. Zbór łódzki był wtedy w rozkwicie, zakupiono nowy obiekt kościelny przy ul. Kopcińskiego, a więc pracy było wiele.
Piotr nie szczędził czasu ani sił (zresztą jak i pozostali!) w nowej „kaplicy” tętniło życie, istniał duży chór, dobrze zorganizowany oddział młodzieży; inne oddziały funkcjonowały – wszyscy byli zaangażowani w pracy misyjnej.
Przez wiele lat Piotr Zręczycki był starszym zboru.
Z żalem żegnaliśmy jego, żonę i synka Adnrzeja kiedy wyjeżdżali w r. 1965 r do Australii.
Spotkaliśmy się znowu w r. 1972 w Melbourne – z tym, że Piotr jest obecnie w polskim kościele Wantirna, a ja w Dandenong.

Piotr przywiózł ze sobą do Australii pamiątki po swojej mamie i jednego dnia zaczęliśmy je przeglądać – namówiłem Piotra aby udostępnił te materiały do opublikowania, bo wiążą się one nie tylko z rodziną Zręczyckich ale i adwentyzmem tamtych czasów na tzw. Kresach Wschodnich.
Rodzice Piotra poznali adwentyzm w późnych latach 20-tych przez kazn. Emila Niedobę.

Rodzice Piotra – ojciec w mundurze oficera austriackiego

W drugiej połowie lat 20- tych poprzedniego wieku, rodzice Piotra - Antonina i Ludwik  Zręczyccy mieszkali w Ostrogu na Wołyniu

OSTRÓG na Wołyniu

Tam na motywach Psalmów mama Piotra – Antonina przelewała na papier swoje uczucia i myśli. Patrząc na tę  zniszczoną i pożółkłą kartkę – pomyśl, przewędrowała ona niemalże cały świat aż do Australii – pisana była ręką Antoniny Zręczyckiej, która wierząc tak jak my dziś – 77 lat temu parafrazowała Psalmy...


RADOŚĆ W CHRYSTUSIE JEZUSIE!

A teraz przeczytaj:

Radość w Chrystusie Jezusie!

Panie Jezu żałuję żem zgrzeszyła i pragnę to naprawić,
Com przewiniła, nie odrzucaj serca mego oczyść je i
Wnijdź do niego, nie jest serce me takie jak je pragniesz.
 Zawsze widzi grzechy moje które Ciebie obrażają
Gdyż me serce jest nie czyste w oczach Twoich, oczyść je i
Naucz mnie dróg Twoich i wnijdź do niego.
               
Mam żywą nadzieję że mi przebaczysz moją
Winę i pamiętać nie będziesz, nie ma nic szczęśliwszego
Na świecie dla mnie tylko mieć Ciebie w mej duszy
Przyjmij mnie do  świętego grona Twego, gdyż
Bez Ciebie i bez grona Twego byłabym zgubiona
Bądź Jezu ze mną kochaj mnie.

Choć tak niedoskonałą jestem jeszcze, teraz cała żyję
Tobie Bogiem ukochanem, jak to dobrze i słodko
Mi żyć z Tobą , Jezu ja Cię kocham miłością
Najgorętszą, najczulszą, najtkliwszą, boś Ty wszystkim dla mnie.
Panie pragnę Twej miłości, Naucz mnie
Kochać Cię, oddaję Ci me serce, wszystkie radości.

Zamiary, pracę i uczynki
Jezu! Ty weź mnie całą dla siebie weź... Och,
Panie usłysz mój głos, pociesz i dopomóż!
Zapal me serce miłością wielką, gorącą
Niezgłębioną ku Tobie
                                                                                  Psalm 37, 1 -13
OSTRÓG, dnia 10 października 1931 r
Antonina Zręczycka

To był śpiew duszy kresowianki – naszej adwentystycznej poprzedniczki. Potrafimy dziś tak śpiewać?

Z Ostrogu rodzina Zręczyckich przeniosła się do Lwowa – była to liczna rodzina, liczyła 6 dzieci: Helena, Ludwika, Marian, Ryszard, Ruta (po mężu Grabkowska – mieszka w Adelajdzie) i najmłodszy Piotr.

W 1937 r. Zręczyccy  zamieszkali w Krakowie. Wojna zakłóciła życie w całym kraju, także w ich rodzinie. Ojciec znalazł się w obozie koncentracyjnym w Niemczech, skąd  1944 r. nadszedł telegram, że Ludwik Zręczycki zmarł ( w obozach takich ludzie „nie ginęli” ale „umierali” – ot po prostu!

Telegram z obozu niemieckiego

Z czasów lwowskich w Piotra „matczynych zapiskach” znalazłem ślady po moim ojcu, wujku, innych znajomych...

Mama Piotra prowadziła zapiski kazań wygłaszanych w zborze lwowskim (wtedy wiele osób to robiło – dziś mamy sprzęt elektroniczny!),  a oto sken takich zapisków:

Zapiski kazań

Na kopii tej odnalazłem  np., że kazaniem służył kazn. Englert lub inny kaznodzieja, a na końcu każdej notatki o kazaniu jest, że np. modlił się br. Kot (to mój ojciec Marian) – co za odkrycie!

dalej:  modlił się br. Huzar  (to był mój wujek Jan)

Jan Huzar

modliła się s. Popielowska (to ta przez którą mój ojciec poznał adwentyzm!)

Czas przemija, wspomnienia pozostają – utrwalajmy je!

W tym roku Polska nasza ziemska (pierwsza) Ojczyzna obchodzi rocznicę 120 lecia adwentyzmu na jej ziemiach.
Pionierzy już wymarli, a następcy niosą pochodnię adwentyzmu do krańców świata – część z nich zawędrowała do Australii, gdzie kontynuują to – co im przekazali rodzice.
 
Opracował: Bogusław Kot